Pierwszy piec i targowisko
Zaczynaliśmy od używanej przyczepy i jednego pieca kupionego za oszczędności. Donuts smażyliśmy w weekendy pod targowiskiem, w tygodniu pracując na etatach.
Jesteśmy ekipą, która postawiła wszystko na jeden piec i przyczepę z donuts. Dziś nasze food trucki przejeżdżają dziesiątki tysięcy kilometrów rocznie i wypiekają donuts na eventach od gór po morze. Świeże ciasto dalej wyrabiamy sami.

Zaczynaliśmy od używanej przyczepy i jednego pieca kupionego za oszczędności. Donuts smażyliśmy w weekendy pod targowiskiem, w tygodniu pracując na etatach.
Truck zbudowany pod nasz wypiek, ze smażarką, na której w końcu dało się grać duże wesela. Etaty poszły w odstawkę.
Do donuts dołożyliśmy drinki kawowe mrożone, ekspres do kawy i kręcone lemoniady. W jeden sezon zaliczyliśmy największe festiwale food trucków w kraju.
Ruszyła franczyza food trucków MINDISfood, a opakowania zaczęliśmy sprzedawać w osobnym sklepie — mindispack.com.
Ciasto wyrabiamy na miejscu, donuts smażymy przez cały dzień, lemoniadę kręcimy przy okienku. Wolniej niż gotowiec z hurtowni, ale różnicę czuć w pierwszym kęsie.
Na evencie liczy się tempo, ale kolejka nigdy nie jest wymówką. Każdy donut schodzi z maszyny taki sam, czy to pierwsza partia dnia, czy setna.
Z klientami, z dostawcami i z własną ekipą. Wyceny bez gwiazdek, terminy bez przekładania, wypłaty bez poślizgów. Dlatego ludzie wracają — jedni po donuts, inni do pracy.
Napisz, gdzie organizujesz event, a podeślemy terminy najbliższych imprez otwartych. Wpadnij, spróbuj świeżego donut i dopiero potem rezerwuj.